wtorek, 9 maja 2017

Drabble: "Mont Blanc"


Mam wrażenie, że moje płuca lada moment zostaną rozerwane na strzępy. Każdy oddech to wołanie o litość. Ból szarpie nieznośnie, w głowie wiruje. Wydaje mi się, czy nie czuję palców? Grube rękawice z początku pomagały, ale teraz nie chronią mnie przed lodowatym zimnem i chłoszczącym wiatrem.
Już niedaleko.
Przystaję na moment, chociaż boję się, że potem nie będę w stanie ruszyć. Oddech. Znowu idę, najpierw powoli, ale bliskość celu dodaje mi sił...
Już, wreszcie jestem, i nagle nie liczy się już nic, ani ból, ani zmęczenie, ani zimno. Tylko ja i niebo nade mną.
Ja.
Posąg człowieka na posągu świata.

Pamięci Juliusza Słowackiego
~ I.C. 


_____
Obraz:  Caspar David Friedrich, Der Wanderer über dem Nebelmeer
Źródło: wikipedia
Share:

wtorek, 21 lutego 2017

Cień Amorionu #28

– Kapitanie...
Głos Yvrina rozległ się tuż za drzwiami kajuty. Zapewne mężczyzna zaczepił dowódcę w korytarzyku przybudówki.
– Yvrinie.
– Dopływamy już do Elakki, więc uznałem, że najwyższy czas...
– Chyba wiem, o co chodzi. Nie masz jednak wobec mnie żadnych zobowiązań, więc nie musisz mi się tłumaczyć. Choć przyznam, że ciężko będzie znaleźć godnego ciebie zastępcę...
Zastępcę? Co on kombinuje?, pomyślała Scathach, unosząc się lekko z koi, by lepiej słyszeć.
Share:

niedziela, 8 stycznia 2017

Cień Amorionu #27

Yvrin najwyraźniej dostrzegł nagłą zmianę na jej twarzy, bo zmarszczył brwi w wyrazie niezrozumienia. Zapewne złożył to jednak na karb jej niedawnych przejść, bo chwilę później na jego twarz wrócił wyraz troski.
– Scathach? Dobrze się czujesz? – spytał. Wojowniczka opanowała się natychmiast. Nie czas na to, zrugała się w myślach.
Share:

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt!

Od Autorki:
Zapraszam na trzecią już odsłonę świątecznych opowieści. Tym razem postanowiłam wrócić ad fontes. Historia Zbawienia rozpoczyna się w Betlejem. Pozwólcie, że na chwilę Was tam zabiorę...


Cicha noc

 

To była cicha noc.
Spokojna.
Beniamin podniósł się ze swojego miejsca, zerknął w stronę stada. Było coś dziwnego w tym spokoju. Ciarki na plecach podpowiadały mu, że coś się wydarzy. A może już się zdarzyło?
Przeliczył swoje owce i nieco uspokojony opadł z powrotem na kamień. Roztarł nieco ramiona, próbując się rozgrzać. Tu, na pastwiskach, noce były zimne.
Zagwizdał umówiony sygnał. Wiedział, że w zasięgu słuchu jest jeszcze trzech pasterzy, podobnie jak on strzegących nocą zwierząt. Przez chwilę nasłuchiwał w napięciu.
Jeden gwizd.
Drugi.
Beniamin czekał w napięciu, ale trzeciego nie usłyszał. Wedle jego przypuszczeń, powinien należeć do Jonatana. Może zasnął?
Zasypianie podczas nocnej straży nie było zbyt dobrym pomysłem, dlatego lekko zaniepokojony Beniamin, rzucając po raz ostatni okiem na własne owce, podniósł leżącą obok sakwę i ruszył w stronę, z której spodziewał się trzeciego gwizdu. Szybko okazało się, że nie on jeden zmartwił się nieznaną przyczyną milczenia Jonatana. Kiedy był już na tyle blisko, że widział jego stado, spostrzegł nadchodzące z różnych stron dwie sylwetki.
- Ezdraszu! Danielu! - zawołał na tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę pozostałej dwójki, i zamachał ręką. Spotkali się nieopodal stada Jonatana.
- Czy któryś z was wie, gdzie się zatrzymał Jonatan? - spytał Ezdrasz, rozglądając się za towarzyszem.
- Mówił coś o drzewie figowym - przypomniał sobie Beniamin. Natychmiast spojrzeli dookoła, próbując odgadnąć, gdzie mógł spocząć nieobecny. Zważywszy, że jego stado w najlepsze pasło się zaraz obok, musiał wybrać miejsce gdzieś blisko... - Tam! - zawołał po chwili Beniamin, wskazując na ciemny kształt drzewa, wznoszący się nad pastwiskiem. Pasterze natychmiast podążyli w tym kierunku, a choć nie rozmawiali, krążyło między nimi niewypowiedziane pytanie: co się stało z Jonatanem?
Ich towarzysz rzeczywiście znajdował się pod drzewem wypatrzonym przez Beniamina. Powiedzieć, że spał, byłoby minięciem się z prawdą. Jonatan zapadł w dziwny stan jakby gorączki, rzucając się w różne strony z błędnym wyrazem twarzy.
- Jonatanie! - krzyknął Beniamin, wraz z Ezdraszem natychmiast klękając przy śniącym pasterzu. Potrząsnął go za ramię, chcąc wydobyć go z otchłani koszmaru, jednak bezskutecznie.
- Nie... Odejdź! Kim jesteś... Precz! Precz! Nie znam cię... - mamrotał przez sen Jonatan. Beniamin wymienił zaniepokojone spojrzenie z Ezdraszem. Raz jeszcze spróbował obudzić towarzysza, tym razem klepiąc go energicznie po twarzy.
- Spełniło się! - wykrzyknął niespodziewanie Jonatan, otwierając oczy i siadając gwałtownie.
- Co takiego? Co się stało? - Daniel, do tej pory obserwujący zajście z pewnej odległości, widząc przebudzenie towarzysza, również przykucnął obok.
- Nie wiem... - odparł Jonatan, spoglądając po nich z mieszaniną strachu i zagubienia. - Chyba miałem... Sen. Nie pamiętam - wydukał, najwyraźniej niezdolny do powiedzenia czegoś więcej.
Beniamin już otwierał usta, by powiedzieć przyjacielowi, w jakim stanie zastali go przed chwilą, gdy nagle na całym pastwisku zrobiło się jasno jak w dzień. W tym samym momencie obok nich pojawiła się tajemnicza postać. Mężczyzna zdawał się promieniować światłością, roztaczał wokół siebie aurę potęgi i mocy...
Beniamin nie był w stanie się poruszyć. Sparaliżowany strachem, patrzył na boską istotę, czując, jakby żołądek ściskały mu lodowate kleszcze. Chciał odwrócić wzrok, porażony pięknem i chwałą przybysza, a jednocześnie pragnął w nieskończoność napawać oczy jego widokiem. Anioł Pański, przemknęło mu przez głowę, ale nie śmiał się odezwać.
- Nie bójcie się! - rzekł czystym głosem boski posłaniec, unosząc dłoń w kojącym geście. - Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. - Zupełnie porażony tym, co usłyszał, Beniamin czekał w napięciu na dalsze słowa Anioła. Dlaczego oznajmia to właśnie im? Po czym mają poznać Mesjasza? W to, że posłaniec mówi prawdę, pasterz nie wątpił ani przez chwilę. Wystarczyło na niego spojrzeć. - A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.*
Po tych słowach wokół Anioła pojawiło się mnóstwo innych postaci, a do uszu Beniamina dotarł niebiański chór głosów.
Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania!*
Śpiew wciąż zdawał się rozbrzmiewać mu w głowie, gdy zastępy świetlistych postaci uniosły się ku niebu i zniknęły równie nagle, jak się pojawiły.
Zapadła cisza.
- Szatan... Zły... - wyszeptał po dłuższej chwili przerażony Jonatan.
- Co ty, zgłupiałeś? Przecież to był Anioł! - zbeształ go Ezdrasz.
- Nie ten... W moim śnie... Przypomniałem sobie... To był Zły. Mówił, żebym natychmiast uciekał, bo zbliża się sąd nad światem... Że spełniły się proroctwa...
- Chciał cię przekabacić! Anioł powiedział, że przychodzi Mesjasz, Zbawiciel!
Jonatan pokiwał głową.
- Dobrze, żeście mnie obudzili...
Znowu zrobiło się cicho, gdy wszyscy czterej rozmyślali nad anielskim poselstwem.
- Pójdźmy tam - powiedział w końcu Beniamin, patrząc na towarzyszy.
- Gdzie? - spytał zdezorientowany Daniel.
- Do miasta Dawida. Do Betlejem. To niedaleko, a Anioł mówił, że Niemowlę będzie położone w żłobie. Musiało narodzić się w jednej z grot przylegających do pastwiska od strony miasta...
- Ale nasze owce...! - zaoponował niezbyt przekonująco Ezdrasz.
- Ezdraszu, narodził się Zbawiciel! A nam powiedział o tym sam Anioł Pański, mimo że jesteśmy tylko pasterzami... Musimy iść i oddać Mu chwałę.
Pozostali czuli to samo, co Beniamin, więc natychmiast zgodzili się z nim i wszyscy czterej ruszyli w kierunku miasta. Zapomnieli o obowiązkach, o stadach, nawet o towarzyszącym im do niedawna strachu. Im bliżej Betlejem się znajdowali, tym większą nadzieję mieli w sercach. Nadzieję ujrzenia Mesjasza.
Zbawiciela.


* Łk 2, 10-12 oraz Łk 2, 14. Przekład wg Biblii Tysiąclecia.



____________
🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄🎄
Kochani!

Po raz kolejny mam przyjemność podzielić się z Wami
Radością Bożego Narodzenia.
Mam nadzieję, że podobnie jak ja,
oczekujecie nadchodzących Świąt z nadzieją i niecierpliwością.

Życzę Wam, aby w Wasze serca, podobnie jak w serca pasterzy,
wlały się otucha i spokój.
Życzę Wam, abyście usłyszeli głos wołający:
"Nie bójcie się!"
i doświadczyli prawdziwości imienia Emmanuel.
Życzę Wam również, aby te Święta były czasem pełnym wzajemnej miłości,
która sprawi, że opłaci się wysiłek włożony w przygotowania.

Błogosławionych Świąt!

Insa






Share:

niedziela, 13 listopada 2016

Cień Amorionu #26

Głosy. Głosy w ciemności.
- Fizycznie jest już gotowa na szkolenie.
- Gotowa...?
Pierwszy należy do jednego z tamtych... Ludzi w kapturach. Drugiego nie zna.
- Przeprowadziliśmy wszystkie rytuały. Niedługo mieliśmy zacząć...
- Dobrze już, dobrze. To wasza sprawa. Kiedy mogę je zabrać?
Share:

środa, 2 listopada 2016

Opowiadanie: "Effatha" [cz. 2/2]





Idąc przez opustoszałą i pogrążoną w półmroku stację, czuła się trochę nieswojo. Ostatni mieszkańcy wracali do swoich namiotów i kwater, więc po chwili na peronie nie było już nikogo. Tatiana mimowolnie skierowała swoje kroki w stronę schodów wiodących do przejścia na stację Nowosłobodską. Nie żeby chciała spotkać żołnierzy, ale chyba nie zaszkodzi, jeśli przejdzie się kawałek tunelem... Straże rozstawione były dopiero przy wejściu na Linię Okrężną, więc nikogo nie powinna spotkać. W przeciwieństwie do zawalonego przejścia na Sierpuchowsko-Timirjazewską, gdzie natychmiast natknęłaby się na nocną wartę.
Share:

piątek, 21 października 2016

Opowiadanie: "Effatha" [cz. 1/2]

Od Autorki:
Opowiadanie napisane jakiś czas temu na potrzeby konkursu. Jest to fanfiction z Uniwersum Metro 2033, a więc utrzymane w konwencji post-apokalipsy. Akcja rozgrywa się w moskiewskim metrze. Czy w świecie, w którym ludzkość każdego dnia rozpaczliwie walczy o przetrwanie, stawiając czoła bestiom rodem z koszmarów, jest jeszcze miejsce dla Boga?
Oto pytanie, które stawiam w tej opowieści.




Effatha

 

- Tanieczka! Nie patrz się tak, chodź tu do namiotu...
Poddenerwowany głos matki z trudem odciągnął Tatianę od spoglądania w stronę dwóch wysokich oficerów, pozornie bezcelowo przechadzających się wzdłuż stacji. Żołnierze Hanzy, oczywiście. Tania doskonale wiedziała, że nie przyszli tu na spacer.
Share:

czwartek, 6 października 2016

Cień Amorionu #25

Wojowniczka milczała przez dłuższą chwilę, wpatrując się w Wiedźmę z lekką konsternacją. Oczywiście, słyszała legendę o Dzieciach Śmierci, ale przecież...

- To bez sensu. Pierwszy raz zabiłam mając szesnaście lat – odezwała się w końcu.

- Tak myślisz, bo tego nie pamiętasz – odparła spokojnie Wiedźma.

- Wiedziałabym, gdybym kogoś zabiła – prychnęła z irytacją.

- Nie, jeśli stało się to wcześniej, niż jesteś w stanie sięgnąć pamięcią...
Share:

wtorek, 13 września 2016

piątek, 26 sierpnia 2016

Mistrzyni #4

Mimo że starałam się nie dać nic po sobie poznać, słowa Arrena dały mi do myślenia. Ten cały dan'Farrens... Czy rzeczywiście mógł być na tyle nierozważny, by usiłować się na mnie mścić? Cóż, podczas rozmowy nie sprawiał wrażenia ani przesadnie przebiegłego, ani przesadnie strachliwego. Właściwie był... Nijaki. To sprawiało, że niczego nie mogłam wykluczyć. Nie był wytrawnym Graczem, to pewne. Nie miał stylu, który większość wyrabiała sobie w ciągu kolejnych heksatów – i który pozwoliłby w choć niewielkim stopniu przewidzieć jego reakcję... Nie spodziewałam się jednak, by rzeczywiście mógł mi zagrozić.
Share: